Arcydzieła grindhouse’u: Faster, Pussycat! Kill! Kill! (1965)

Share

Russ Meyer’s Pussycat Show

Olbrzymie biusty, bezpruderyjne kobiety i seks unurzany we wdzięcznym klimacie wolnej miłości lat 70. – z tym wszystkim kojarzyć się może nazwisko Russa Meyera. Twórca, który na swoich barkach wyniósł seksistowskie sexploitation do rangi kultu paradoksalnie dał światu jeden z najbardziej feministycznych filmów swoich czasów. Faster, Pussycat! Kill! Kill! to nie tylko raj dla męskiej części publiczności, ale i prawdziwa pochwała kobiecej siły.

Jak to bywa w przypadku większości dzieł powiązanych z kinem eksploatacji, tak i tutaj fabuła zdaje się być jedynie pretekstem do kumulacji wszelkiej maści szaleństw i niemoralnej rozrywki. Głównymi bohaterkami są trzy agresywne tancerki go-go: Varla (w tej roli niezapomniana Tura Satana), Rosie (Haji) i Billie (Lori Williams), które uwielbiają od czasu do czasu ścigać się samochodami. Któregoś razu, przemierzając pustynne odludzie, trafiają na uroczą i naiwną parę młodych zakochanych. Jedna z tancerek, Varla, wkrótce zabija chłopaka w bójce, natomiast pozostałą przy życiu dziewczynę imieniem Linda (Susan Bernard) kobiety decydują się zabrać ze sobą jako ewentualną zakładniczkę. Gdy na pobliskiej stacji benzynowej dowiadują się o starcu, który mieszka nieopodal z dwójką synów na farmie podobno strzegąc olbrzymiej ilości pieniędzy, postanawiają go odwiedzić celem szybkiego wzbogacenia się.

Russ Meyer był prawdziwym człowiekiem swoich czasów. Rozpoczynając karierę filmowca na przełomie lat 50. i 60., kiedy konserwatywne, skostniałe społeczeństwo zaczynało coraz szybciej kruszeć, postanowił uwypuklić ten fakt w pełni, dołączając do grona głosów pokolenia rewolucji obyczajowej. Wykorzystując jej ideały, poniekąd sam wypłynął dzięki okresowi maksymalnego rozluźnienia moralnego i seksualnego. Trudno wyobrazić sobie, aby kilka dekad wcześniej, czy nawet kilka później, Russ Meyer mógł w takim samym stopniu zawojować undergroundową (i nie tylko) kinematografię. Jego filmy częstokroć stanowiły pozbawioną wszelkich ograniczeń seksualną zabawę, gdzie główną zasadą obrazu było wypełnienie go jak największą ilością golizny. Wbrew pozorom Meyer nie poprzestawał jedynie na erotyce. Uwielbiał zabawę gatunkami, mieszanie różnych estetyk i komentarze społeczno-obyczajowe, tworząc tym samym wdzięczne hybrydy, takie jak chociażby samo Faster Pussycat! Kill! Kill!. W swoim najważniejszym filmie reżyser zdecydował się na wątki satyryczne, dodatkowo nie szczędząc krytyki społeczeństwu amerykańskiemu, które w tamtym czasie wkraczało na nowe tory.

W porównaniu z takimi filmami jak Lorna (1964), Supervixens (1975) czy Up! (1976), Faster, Pussycat! zaskakuje jednak swoistą… pruderyjnością. Panie, mimo że chętnie pokazują tutaj swoje wdzięki, to jednak do końca pozostawiają je „zakryte”. W przeciwieństwie do wielu swoich poprzednich filmów, Meyer tym razem postawił na wyeksponowanie siły kobiet, a nie ich ciał. Wszak jak sam w jednym z wywiadów powiedział: „Osobiście preferuje agresywne kobiety. Super-kobiety”. Tę wewnętrzną agresję widać na przykładzie trzech głównych bohaterek, którymi są twarde, wygadane i bezczelne tancerki. Grubą kreską odcinają się od typu kobiecości reprezentowanego przez dziewczęcą Lindę. Jest to postać, która całą sobą podtrzymuje ducha konserwatyzmu i patriarchalnego spojrzenia na kobiecość. Skromna, naiwna oraz szaleńczo zakochana, ogranicza swój żywot do osoby partnera. Przerażają ją kobiety, które nie dość, że bez problemu podkreślają swoją kobiecość, to jeszcze potrafią być bezczelne i brutalne.

Okazuje się, że konflikt między bohaterkami, nie był do końca zainscenizowany. Susan Bernard trafiła na plan (mając jedynie 16 lat) w towarzystwie matki, która chciała wszystko kontrolować i próbowała zrobić ze swojej córki gwiazdeczkę. Sytuacja irytowała całą resztę ekipy, a najbardziej samego Meyera, który do końca żałował obsadzenia Susan. Nie mogąc już nic zmienić, w trakcie realizacji filmu postanowił młodą aktorkę terroryzować za pośrednictwem Tury Satany. Charyzmatyczna aktorka bez problemu zgodziła się pomęczyć Bernard, oczywiście dla dobra filmu, aby ta wypadła bardziej przekonująco jako niewinna, wystraszona małolata. Co więcej, Tura do działania namówiła również swoje dwie koleżanki po fachu – Haji i Lori. W taki oto sposób wszystkie pussycats autentycznie wrogo odnosiły się do Susan. Po latach aktorka miała przyznać, że naprawdę cały czas się bała, że któraś z nich, a zwłaszcza Tura, jej napierdoli.

Faster Pussycat! stało się w pewnym sensie głosem nadchodzącej epoki. Epoki obyczajowej swobody i twardych kobiet, które odtąd przestały ustępować mężczyznom. Zrzucając z siebie okowy patriarchalnego porządku rzeczy, stały się samoistnymi postaciami, które bardzo dobrze bawią się ze sobą, traktując mężczyzn w taki sposób, jak dotychczas były traktowane przez nich. Meyer kochał kobiety. Ich ciała, energię i to, co potrafiły wnieść do historii. Chcąc stworzyć prosty film o trzech laskach spuszczających wpierdol facetom, niezamierzenie nakręcił historię, która w świat popłynęła na drugiej fali feminizmu. Faster Pussycat! stał się fantastycznym hołdem złożonym kobiecości wkraczającej w nową erę. Kobiecości świadomej i wyrazistej. Zapytany w jednym z wywiadów o to, czy jego zamierzeniem było opowiedzieć się po stronie feministycznej ideologii reżyser odpowiedział krótko i w swoim stylu: „Nie, po prostu wcześniej robiłem film (Motor Psycho [1965]), w którym faceci kopali dupy kobietom i pomyślałem ‚A może by tak zrobić teraz film, w którym to kobiety kopią dupy facetom?'”.

Meyer zdaje się w tym filmie wprost pogardzać facetami, naznaczając każdego z nich jakimś piętnem. Mężczyzna, którego zabija Varla, to typowy chłopaczek ze schludnego amerykańskiego przedmieścia, który niewiele wie o życiu, zamknięty w swoim hermetycznym świecie ideałów. Z kolei starzec, który rzekomo ma przechowywać na swojej farmie wielkie skarby, został wykreowany przez Meyera na rasowego zboczeńca i psychopatę. Ewenementem są również jego dwaj synowie, z których jeden jest bardzo sprawny fizycznie, ale niedorozwinięty umysłowo, z kolei drugi inteligentny, ale bardzo słaby. Meyer nie lubi tutaj facetów.

Reżyser nie byłby sobą, gdyby nie ubrał całej tej otoczki w atrakcyjny papierek. Dlatego sam film, mimo szczytnego wydźwięku, nadal pozostał przede wszystkim rewelacyjną zabawa w stylu eksploatacji. Szybkie samochody, dynamiczny montaż i bójki to coś, co stworzyło ten film i jego kult. Etatowy montażysta Meyera, Chuck Schelling, nie mógł być obecny przy post-produkcji, wiec zastąpiony został nowym członkiem ekipy, Richardem Brummerem, który nauczył Meyera nieznanych mu technik montażowych. Meyer wcześniej w montażowni ciął obraz równocześnie z dźwiękiem, a Brummer, który na planie nagrywał też dźwięk, pokazał mu, jak można przyspieszyć tempo akcji poprzez osobne cięcie dźwięku i przenoszenie go z przypisanych mu ujęć na ujęcia kolejne. Meyer z miejsca zakochał się w tej iście teledyskowej technice i ta odtąd stała się jednym ze znaków rozpoznawczych jego twórczości.

Paradoksalnie, początkowo obraz spotkał się z bardzo kiepskim przyjęciem. Kiniarze krytykowali podteksty lesbijskie (jakie towarzyszą relacjom Varly ze stale zazdrosną o nią Rosie), publiczność narzekała na czarno-białą taśmę oraz na to, że w filmie nie ma pokazanych cycków, do których Meyer wszak zdążył przyzwyczaić. Tak jak w Motor Psycho, reżyser nie planował jednak golizny i to właśnie z tego powodu Tura Satana zgodziła się zagrać w filmie. Mimo że poza planami filmowymi zarabiała na życie jako striptizerka, nie zamierzała się rozbierać przed kamerą. Pruderia ostatecznie się opłaciła – a rola Varli okazała się być życiową rolą Satany.

Jednym z fanów filmu był sam John Waters, który zaliczył wszystkie możliwe seanse w okolicy, namawiając do tego również przyjaciół. W tamtym okresie pracował jako krytyk filmowy, co wykorzystał zamieszczając w lokalnej gazecie peany na cześć Meyera. W końcu panowie poznali się i zaprzyjaźnili. W 1981 roku, w książce Shock Value, Waters nazwał Meyera „Eisensteinem kina erotycznego”, a Faster Pussycat! „niewątpliwie najlepszym filmem w historii”.

Dzisiaj tenże majstersztyk cieszy się statusem dzieła kultowego, uwielbianego przez miłośników kina eksploatacji, jak również środowiska feministyczne i homoseksualne. Kilka lat temu gruchnęła wieść, iż sam Tarantino przymierza się do realizacji remake’u historii trzech ostrych tancerek. Wieść okazała się plotką, jednakowoż Tarantino nie spoczął całkowicie na laurach, dając światu Death Proof (2007), znakomity hołd złożony m.in. estetyce arcydzieła Meyera. Po raz kolejny więc na ekranach kin zagościły szybkie samochody, twarde kobiety i podporządkowani im mężczyźni, udowadniając starą prawdę, że płeć niejedno ma imię.

Marta Płaza
Absolwentka dziennikarstwa i filmoznawstwa. Miłośniczka horrorów, gór i kociego futra. Po godzinach marzy o wyjeździe do Nowego Jorku na festiwal filmów Tromy.

2 Trackbacks & Pingbacks

  1. Pinky violence. Sexploitation po japońsku | Kinomisja
  2. Girl Power. Heroiny eksploatacji | Kinomisja

Dodaj komentarz

Twój adres email nie pojawi się na stronie.