Arcydzieła grindhouse’u: Buio Omega (1979)

Przez żołądek do serca

Jeden z najbardziej osławionych włoskich horrorów, powstały w okresie krwawej kulminacji europejskiego kina gore, Buio Omega (w Polsce znany jako Mroczny instynkt, a w krajach anglojęzycznych jako Beyond the Darkness lub Blue Holocaust) to bezsprzecznie najlepszy film w reżyserii Joe D’Amato. To ekstrawaganckie dzieło cechuje idealny balans pomiędzy wykręcającą żołądek groteską a mroczną, baśniową poezją. Już oryginalny tytuł sugeruje nam, że będzie to podróż ku najmroczniejszej granicy okazywania uczuć. Pokusić się można nawet  o stwierdzenie, że Buio Omega mocno zakorzenione jest w erotyczno-romantycznych historiach, które D’Amato kręcił hurtowo w latach 70-tych. Tak jak choćby w swoich opowieściach o przygodach ponętnej Emanuelle, również tutaj twórca pod byle pretekstem pieści nasze oczy widokiem nagiego, kobiecego ciała. Tym razem jednak dorzuca do tego m.in. voodoo, nekrofilię i kanibalizm.

Film swoją konstrukcją fabularną przywodzi na myśl historię granego przez Franco Nero hrabiego Mino z The Third Eye (1966). Jednak tam, gdzie obraz Mino Guerriniego starał się przedstawić nam samotność i dyskomfort protagonisty, Buio Omega skręca w kierunku czystej eksploatacji, nie oszczędzając nam prawdziwie makabrycznych obrazów, nierzadko ocierających się o doskonałość celuloidowej makabreski. Głównym (anty)bohaterem jest Francesco (Kieran Canter), młody bogacz zamieszkujący gotycką posiadłości oraz hobbystycznie zajmuje się taksydermią – sztuką wypychania zwierząt. Czyhająca na jego majątek gosposia Iris (Franca Stoppi) widzi w ukochanej Franco, Annie (Cinzia Monreale), ostatnią przeszkodę dzielącą ją od przejęcia bogactwa. Gdy Anna umiera w tajemniczych, owianych magią voodoo, okolicznościach, zrozpaczony chłopak postanawia zatrzymać kobietę przy sobie. Na zawsze. Pod osłoną nocy wykopuje ciało z grobu i przewozi do swego domostwa. Po drodze zabiera ze sobą pewną dziewczynę podróżującą autostopem…

Długa sekwencja, w której z wymownym milczeniem obserwujemy cały rytuał zakonserwowania ciała to prawdziwy teatr krwi, wnętrzności i rozmaitych okrucieństw. Zaczynając od długiego, wydawać by się mogło – żmudnego, balsamowania Anny, przez pozbawianie jej narządów i płynów wewnętrznych, aż na ceremonialnym w swej obrzydliwości akcie pożarcia serca kończąc. Zatraconego w pracy Franco wyrywa wcześniej porwana autostopowiczka. Zanim jednak skończy żywot staromodnym uduszeniem, jej paznokcie zostaną potraktowane metalowymi szczypcami.

Buio Omega jest zatem wyjątkowym horrorem, skupiającym się bardziej na „obróbce” martwych już ciał niż akcie zadawania śmierci. Scenariusz pióra Ottavio Fabbri, którego był to drugi i zarazem ostatni film w karierze, przemierza mroczną drogę, przedstawiając dwa portrety psychotycznych, mieszkających na odludziu potępieńców. Choć nigdy nie dowiemy się wszystkiego na temat tego diabolicznego duetu, spędzimy z nimi wystarczająco dużo czasu, by stwierdzić, że dalece obce jest im normatywne pojmowanie moralności. To w gruncie rzeczy klasyczna historia miłosna, ale opowiedziana w najokropniejszy sposób, jaki tylko można sobie wyobrazić.

Przebiegła Iris staje się swoistym wspólnikiem Franco, pomaga mu rozpuścić poszarpane zwłoki autostopowiczki w sodzie kaustycznej, podsycając tym samym jego frustrację seksualną. Chłopak sprowadza bowiem do domu kolejne partnerki, które, wedle wypracowanego modus operandi, pozbawia życia. Tak jak wspomniałem wyżej, sam akt morderstwa strącony jest na margines, do wzwodu Franco doprowadza sam widok nagiego, martwego ciała. Doskonale widać to w scenie, w której pieprzy się on z przypadkową kobietą uprawiającą jogging w pobliżu jego posiadłości. Oprócz pary w wielkim łóżku znajduje się również martwa Anna. Gdy tylko kobieta zlokalizuje osobliwego obserwatora ich uniesień, jej los zostanie brutalnie przypieczętowany.

Gdzieś w tle obserwujemy również tajemniczego detektywa węszącego wokoło feralnego dworku. Choć niewymieniony z imienia mężczyzna wydaje się mieć ugruntowane podejrzenia dotyczące bestialskiej działalności Franco i Iris, jego motywacje pozostają niejasne, a finał nijak nie rozwiązuje tego wątku (a przynajmniej w oryginalnej wersji językowej; w amerykańskim dubbingu pojawia się bowiem krótka narracja pozakadrowa wyjaśniająca, choć niekoniecznie przekonująco, działanie tejże postaci). Tutaj wychodzą scenariuszowe problemy Buio Omega, wiele elementów teoretycznie mogących odwrócić tok fabuły rozmywa się w oparach domysłu. Tyczy się to również motywu magii, którego idealnym podsumowaniem jest scena z III aktu, gdzie obok samochodu, w którym właśnie Franco zwodzi swoją kolejną ofiarę, przechodzi znana z początku filmu geriatryczna wiedźma. Nieświadoma niczego dziewczyna rzuca pytanie: „Kto to jest?”, na co nasz bohater odpowiada: „Nie wiem. Jakaś stara torba”. Magia to typowy element włoskiego horroru, choć tutaj nie ma nic wspólnego z głównym wątkiem i nie ma nań większego wpływu, tym samym wydawać się może na siłę wplecionym kawałkiem sera. Tyle że w przypadku Buio Omega nie można mówić o tym jako o jednoznacznym zarzucie. To raczej pretekstowość tak typowa dla kina onirycznego, jak brak logiki.

Ale to, co najbardziej w dziele D’Amato działa, to jego obsesyjność w badaniu granic perwersji: nekrofilii (będącej tutaj naturalnie osią filmu), sadyzmu kolejnych mordów i ostatecznego pojedynku Francesco z Iris, kanibalizmu oraz niemal kazirodczych podtekstów w relacji głównych postaci (Iris była niegdyś opiekunką protagonisty i karmiła go piersią niczym zastępcza matka; jak się okazuje, tak naprawdę nigdy nie przestała tego robić).

Sam D’Amato – właściwie Aristide Massaccesi – zyskał sobie przydomek „włoskiego Cormana”, będąc jednym z największych propagatorów włoskiego kina eksploatacji oraz prawdziwym człowiekiem-orkiestrą sztuki filmowej. W swojej bogatej filmografii niejednokrotnie pełnił funkcję autora zdjęć i producenta. W poświęconej włoskiemu obliczu kina eksploatacji książce Sparate sul regista! Personaggi e storie del cinema di exploitation, D’Amato wypowiada się o swoim podejściu do filmowej makabry w słowach: „Z moich filmów najlepiej zapamiętałem dwie sceny, autopsję z Buio Omega oraz tę, w której Luigi Montefiori (George Eastman) wyciąga i pożera płód prosto z brzucha Sereny Grandi. Niektórzy twierdzili, że ukradłem ten płód ze szpitala, naprawdę kupiłem dwa kilo pajaty (jelito cienkie młodego cielaka) oraz oskórowanego królika polanego sztuczną krwią. Robiłem te filmy, bo dobrze się na nich bawiłem, może były okropne, ale zawsze ze szczególnym smakiem”.

I choć efektowne gore było znakiem rozpoznawczym włoskiego horroru, mało który twórca potrafił ubrać go w tak gęsty klimat. Złowieszczy nastrój okalający położoną gdzieś na włoskiej prowincji Bolzano posiadłość podkręca dodatkowo muzyka skomponowana przez legendarny już zespół Goblin. Przechodząca z funkowych brzmień ku bardziej gotyckim, surowym brzmieniom ścieżka dźwiękowa do dziś stawiana jest obok największych dokonań grupy z czasów jej współpracy z Dario Argento. Te prawdopodobnie jedne z bardziej znanych i progresywnych partytur, odpowiednio zremixowane, usłyszeć mogliśmy później w pociesznym Hell of the Living Dead (1980) „słynnego” wyrobnika Bruno Mattei.

Buio Omega to niewątpliwie małe arcydzieło oraz doskonały przykład skrywanej wcześniej umiejętności reżysera w kreowaniu lepkiej aury niepokoju czy prawdziwego obrzydzenia. Wszystko to ubrane jest w szaty romansu – bardzo zniekształconego, ale pełnego uczucia. D’Amato namalował makabryczny fresk przedstawiający akt zakazanej miłości i będącej jej konkluzją, nieuniknionej degeneracji. Z dala od chęci głębszej analizy, głównie za pomocą krwi i podrobów. Zamknięci w nawiasach wiecznego snu, nasi bohaterowi skazani są na nieuniknione, podczas gdy widz przyjmuje percepcję zimnego oka kamery. Gotycka posiadłość staje się jednocześnie teatrem, na deskach którego rozgrywane jest zwyrodniałe przedstawienie, sadystycznym laboratorium oraz okultystycznym mauzoleum.

Oskar Dziki

Studiuje, melanżuje i pochłania filmy. Zachłyśnięty włoskim kinem gatunkowym, kultem VHS i szeroko pojmowaną popkulturą.

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.